Plaża Legzira

Wszystkie plaże Maroka

Edyta Aktualności, Sesje 0 Comments

Maroko to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie upłynęło wiele czasu od powrotu z listopadowej wyprawy w pustynne rejony Zagory, a już zaczęłam planować powrót do Afryki. Tym razem celem fotograficznej eskapady miało być wybrzeże Atlantyku. Przeglądając niezliczone strony internetowe w poszukiwaniu nowych stajni, natknęłam się na zdjęcie, które dosłownie zaparło mi dech w piersiach. Grupa jeźdźców pozowała na plaży, na tle gigantycznego, czerwonego łuku skalnego. Natychmiast wysłałam wiadomość do ośrodka jeździeckiego, na witrynie którego znalazłam fotografię i z bijącym sercem czekałam na odpowiedź. Gdy ta wreszcie nadeszła, aż podskoczyłam z radości. Już wiedziałam, jaki będzie drugi punkt programu, oprócz wizyty w letniej siedzibie moich dobrych znajomych z „Maroc à cheval”. Teraz pozostało już tylko odliczać dni do wylotu.

Sesja na plaży

Zanim jednak w lipcu dotarłam na ranczo „Les Deux Gazelles” i moją wyśnioną plażę, na kilka dni zatrzymałam się w niewielkiej wioseczce Sidi Kauki, o której nie wie chyba nikt poza zapalonymi kite surferami. Nie ma tam bowiem nic poza kilkoma niewielkimi sklepikami, nielicznymi pensjonatami, bezkresnymi plażami i wiejącym 365 dni w roku wiatrem. Nie licząc rzecz jasna moich końskich modeli.

Jeźdźcy na plaży

Zorganizowanie latem sesji zdjęciowej na którejkolwiek z europejskich plaż graniczy z cudem. Tłumy turystów, ograniczenia, wymagane zgody, itp., sprawiają, że w sezonie wakacyjnym jest to w zasadzie „mission impossible”.  Tymczasem nad Atlantykiem mieliśmy wyłącznie dla siebie kilometry bezludnych plaż o zróżnicowanym wybrzeżu – od piaszczystych wydm po imponujące, dramatycznie poszarpane klify. Pracę nieco utrudniał nam silny, porywisty wiatr i raczej chłodna, jak na letnie standardy, woda.  Mimo to, zarówno my, jak i konie, wyszliśmy z tej próby zwycięsko.

Sesja fotograficzna w Maroku
Mohamed

Największe wrażenie zrobił na mnie nowy mieszkaniec stajni, kary berberyjski ogier Tuareg. Gdy tylko go ujrzałam, wiedziałam, że będzie gwiazdą. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy usłyszałam, że na razie nie możemy go zabrać na sesję, ponieważ nie jest jeszcze zadomowiony, zżyty z innymi końmi i nie możemy być pewni jak zachowa się puszczony luzem. Koniec końców, ponieważ plaża, którą wybraliśmy na zdjęcia była bezpieczna, zdecydowaliśmy się jednak spróbować. Warto było! Tuareg okazał się wspaniałym modelem o przepięknym ruchu i dobrym charakterze. Jego dynamiczne, pełne ekspresji zdjęcia, są moimi ulubionym z nadmorskiej sesji z „Maroc à cheval”.

Sesja w morzu

Choć z żalem żegnałam się z wybrzeżem Essaouiry, byłam niezwykle podekscytowana wyruszając w kierunku Tiznitu. Nie zawiodłam się. Po trwającej 5 godzin podróży dotarliśmy na ranczo „Les Deux Gazelles”, zatopionego w zieleni, urokliwego ośrodka o stylowej architekturze, gdzie czerwień pnących się po ścianach budynków bugenwilli stanowi wspaniały kontrast z morskim błękitem drzwi i okiennic.

Stajnia w Maroku
Arab
Ranczo

Jednak to co najpiękniejsze, odkryłam dopiero drugiego dnia, gdy pojechaliśmy na konny rekonesans.  A największą atrakcją tego miejsca jest bez wątpienia wybrzeże i niekończące się plaże. Oprócz wydm, jest tu tyle rodzajów skał i klifów, o różnym kształcie i kolorach, od szarych, porośniętych mchem, przez czerwono-bordowe, na czarnych kończąc, że bez względu na to ile dni przeznaczymy na sesje, zawsze będzie ich za mało. Pogoda w lipcu i sierpniu nie zawsze sprzyja, ze względu na częste i długo utrzymujące się mgły. Czasami tworzą one wyjątkową, romantyczną atmosferę, bywa jednak również, że nieco krzyżują plany, tak jak w dniu, gdy wybraliśmy się z trzema siwymi arabami na moją wyśnioną plażę z fotografii.

Koń na plaży w Maroku
Koń arabski na plaży w Maroku

Gdy wyjeżdżaliśmy z rancza panowały jeszcze egipskie ciemności, natomiast gdy po niecałych dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce, powitała nas biała jak mleko mgła. Choć w miejscu pełnym skał o niecodziennych kształtach tworzyła ona niezwykły  nastrój, mimo to trochę żałowałam, że nie ma słońca, które podkreśliłoby niezwykłą czerwono-brązową barwę klifów. Z drugiej strony, miękkie światło sprawiło, że księżycowy krajobraz nabrał jeszcze większej tajemniczości. Poranek spędzony w tym niezwykłym miejscu był wyjątkowym przeżyciem. Gdy ładowaliśmy konie do ciężarówki, czułam jednak lekki niedosyt. Ta niezwykła lokalizacja otwiera przed fotografem taki wachlarz możliwości, że z przyjemnością przeciągnęłabym sesję do wieczora, a nawet, dlaczego nie, na kilka kolejnych dni.

Plaża Legzira
Plaża Legzira

Cztery dni na ranczu minęły w mgnieniu oka. Ostatniego dnia wybrałam się z moim asystentem i przewodnikiem Youssefem, na pożegnalny spacer. Początkowo jechaliśmy przez malownicze górskie pustkowia, mijając po drodze poletka z kaktusami, później dotarliśmy nad ocean, którego brzegiem wróciliśmy na ranczo. Nie muszę chyba dodawać, że wracaliśmy galopem, który trwał i trwał i trwał bez końca. To był wspaniały prezent i najlepsze możliwe zakończenie pobytu.

Jeźdźcy na plaży w Maroku

Później pozostał już „jedynie” powrót marokańską taksówką do Marakeszu przez Góry Atlas. Uwierzcie, 5 godzinna podróż autem bez klimatyzacji, gdy w godzinach południowych, temperatury są w nim zbliżone do tych panujących w mocno nagrzanym piekarniku, jest nie lada wyzwaniem. Tak, tak, wyprawy fotograficzne, to nie same przyjemności… A jednak zawsze warto zdobyć się na wysiłek. Wspomnienia bogactwa zapachów, dźwięków  i zatrzymane w kadrze chwile są bowiem bezcenne.

Maroko herbata

Serdecznie dziękuję ekipom „Maroc à cheval” i Ranch „Les Deux Gazelles” za ciepłe przyjęcie i niezapomniane przeżycia!


Podziel się tym projektem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *